Chociaż wszyscy wiemy, że opowieści o wampirach to tylko bajki, niejeden z nas czuje dreszcz emocji oglądając filmy i czytając ksiązki o tych ponurych krwiopijcach. Dzięki pisarzowi Bramowi Stokerowi, goszczące już od wieków w nocnych koszmarach pospólstwa wampiry nabrały arystokratycznego charakteru. Przestały być człekokształtnymi strzygami, wąpijami czy strzygoniami. Stały się majestatycznymi i atrakcyjnymi seksualnie osobnikami z wyższych sfer, którzy jednocześnie budzili grozę długimi kłami i łaknieniem ludzkiej krwi.
Nie każdy wie, że Bram Stoker nie musiał specjalnie wysilać wyobraźni, by stworzyć swojego hrabiego Drakulę. Dracula istniał naprawdę i był najprawdziwszym rumuńskim księciem. Nazywał się Vlad Dracula, ale częściej nazywany był Vladem "Tepes", czyli Palownikiem. Jak nietrudno się domyślić, ulubioną rozrywką księcia było nabijanie ludzi na pal. Był okrutnym sadystą, uwielbiał patrzeć na powolną śmierć swoich ofiar. Warto dodać, że śmierć na palu uchodzi za najpotworniejszą i najcięższą z możliwych. Jak wieść niesie, Vlad Palownik miał wokół zamku ugory zastawione palami z ludzkim żniwem i lubił dumnie przechadzać się po swoim koszmarnym "ogrodzie". Przerażony lud panicznie bał się swojego władcy i z czasem zaczął przypisywać mu coraz to bardziej makabryczne cechy. Z ust do ust przekazywano plotki, że Dracula żywi się ludzkim mięsem, pije ludzką krew, że zawarł pakt z diabłem, boi się święconej wody i krzyża. Prostym ludziom nie mieściło się w głowie, że ktoś może być okrutnikiem zupełnie bez przyczyny, woleli wierzyć, że książę nie do końca jest człowiekiem.
Strach przed wampirami dotyczył jednak nie tylko Rumunów, ale ludności niemal wszystkich kontynentów. Odpowiedniki wampirów występowały w mitologii greckiej i bliskowschodniej, rozgościły się w tradycji słowiańskiej, a z osadnikami dotarły nawet do Ameryk. Wampiry nazywano różnie, ale bano się zawsze tego samego - ugryzienia, wyssania krwi i stania się podobnym stworem, jak napastnik. Uważano, że w określonych okolicznościach prawie każdy mógł stać się wampirem. Najpopularniejszym sposobem było oczywiście ugryzienie przez innego wampira. Poza tym "zwampirzenie" groziło osobom tragicznie zmarłym, będącym za życia skąpcami, okrutnikami, osobami niewierzącymi, nie ochrzczonymi lub urodzonymi z dwoma sercami, z których tylko jedno zostało ochrzczone. Wieśniacy w swoim strachu posuwali się nawet do tego, że za wampira uważali osoby o zrośniętych brwiach, bujnym owłosieniu, narodzone z kilkoma zębami lub jakimiś deformacjami ciała. Nieufność wzbudzał też nocny tryb życia, czyli unikanie światła dziennego i snucie się po ciemku po okolicy. Lud nie był do końca zdecydowany, czy wampiry powinny dnie spędzać w mogiłach, a noce na polowaniach, czy też żyć normalnie w domach i zagrażać nawet swoim bliskim. Wampiryzmu dopatrywano się więc u żywych, zupełnie niewinnych osób.
Dopiero niedawno naukowcy połączyli dawne zabobony ze znaną jeszcze dziś chorobą - porfirią. Objawy tej przykrej dolegliwości rzeczywiście mogły budzić strach w prostych ludziach. Z naukowego punktu widzenia porfiria jest chorobą polegającą na zaburzeniach przetwarzania hemoglobiny we krwi. Istnieje kilka rodzajów porfirii, ale największe zainteresowanie powinna wzbudzić "porfiria wątrobowa ostra przewlekła" objawiająca się między innymi ostrą anemią, zaburzeniami neurologicznymi i fotodermatozą (reakcją alergiczną na światło słoneczne). Nie trudno skojarzyć porfiryka z wampirem. Spełnia niemal wszystkie wymagania. Jest blady, gdyż jest anemikiem i w jego organizmie brakuje hemu. Nie wychodzi na światło dzienne, gdyż słońce wywołuje na jego skórze owrzodzenia i ropiejące rany. Bywa agresywny i może zaatakować, gdyż ma zaburzenia neurologiczne, psychozy i halucynacje. Łaknie krwi, gdyż po spożyciu surowego mięsa lub surowej krwi (zwierzęcej, nie ludzkiej) być może czuje się lepiej. Ma długie kły, gdyż obkurczają mu się dziąsła i odsłaniają szyjki zębowe, przez co same zęby sprawiają wrażenie dłuższych. I wreszcie panicznie boi się czosnku - to mocno naciągana teoria, ale przy porfirii może występować nadwrażliwość na zapachy, a charakterystyczna, ostra woń czosnku może być wówczas nie do zniesienia (podobnie zresztą jak inne mocne zapachy).
Jak widać, wampiry mogły istnieć naprawdę - chować się przed słońcem, wałęsać się po nocach, atakować z nienacka przechodniów wracających z karczmy, straszyć bladym obliczem i długimi kłami. Z całą pewnością byli to jednak ludzie chorzy i nieszczęśliwi, zaszczuci i odseparowani od społeczeństwa. I zapewne rzadko dożywali starości - któregoś dnia ich drzwi wyważał zdesperowany, oszalały z wściekłości tłum, ich serca przebijał osinowy kołek, a odcięta głowa lądowała między stopami.
Na podstawie ksiązki E. Białołęckiej "Dzieci nocy"
***
Jeśli chcesz otrzymywać od nas informację o nowych artykułach w naszym serwisie, zarejestruj się .